Wieczność w czasach popkultury

2
21 marca 2014 o 20:15  •  Film, Top  •   •  2 odpowiedzi

Na nowy film Jarmuscha szłam podekscytowana jak na pierwszą randkę. W otwierającej scenie popłynęła eklektyczna muzyka, a wirująca kamera zwróciła mi w głowie i wiedziałam, że mamy to – jestem uwiedziona.

„Tylko kochankowie przeżyją” to obraz, w którym fabularnie nie dzieje się zbyt dużo. Eva i Adam spotykają się po rozłące, by zwalczyć depresję i na nowo cieszyć się swoją obecnością. Po drodze ich spokój zaburza na chwilę siostra Evy. I to właściwie wszystko. A – i są wampirami.

Od pierwszych chwil w filmie czuć niesamowite napięcie. Dzieło Jarmuscha jest wręcz odurzające i błyskawicznie przenosi w rzeczywistość bohaterów. Gdy Eva pieczołowicie wybiera książki, które zabierze ze sobą w podróż, atmosfera ekscytacji z rychłego spotkania kochanka jest namacalna. Gdyby była kobietą i czasem zmieniała ubrania, do walizki z tą samą czułością pakowałaby jedwabną bieliznę.

Tak samo intensywna atmosfera panuje w mieszkaniu Adama, które wypełnione jest muzyką (autorstwa Jarmuscha zresztą). Wirtuoz z kilkusetletnim doświadczeniem wydobywa ze starych instrumentów wszystkie dźwięki swojego nastroju – rozpacz, brak celowości, ból, dekadencję. To niepokojące i intrygujące i pozwala się jedynie domyślać, jak ciemne rzeczy musiały rzucić cień na smakowanie wiecznego życia, które powinno przecież cieszyć.

Wszystko zmienia się, gdy w progu mieszkania na przedmieściach Detroit staje Eva. Jest jak kubek gorącej kawy (krwi?) w poniedziałkowy poranek (wieczór?). Sprawia, że kilkusetletnie truchło Adama ożywa. Gdy tańczą w salonie, grają w szachy i jedzą lody z krwi, wyglądają jak zwyczajna para przyłapana w leniwy weekend i momentami można odnieść wrażenie, że to raczej „500 dni lata”. Jarmuschowi w tych niezwykłych okolicznościach udało się oddać prawdziwy klimat intymności.

Ale to oczywiście tylko chwilowe złudzenie, bo na pierwszy rzut oka widać, że są inni. Eva i Adam są połączeniem starego z nowym. W filmie widzimy „klasyczne” wampirze rytuały – np. konieczność zaproszenia przez próg – są jednak też elementy nowe. W jednym z wywiadów Jarmusch zauważył, że kły to atrybut dodany do wizerunku krwiopijcy w połowie XX wieku, więc sam też postanowił go wzbogacić. Są to rękawiczki,  o których nie do końca wiadomo, do czego służą, ale trzeba przyznać, że wyglądają świetnie i komponują się w spójną całość. Reżyser oszukał mnie na tyle, że przez pół filmu zastanawiałam się, w jakim innym filmie o wampirach mogłam je widzieć .

A powodów do doszukiwania się odniesień miałam sporo, bo w obrazie jest ich cała masa. Adam – nazywany doktorem Faustem, Stangelove czy Caligarim – tworzył przez wieki muzykę podrzucając swoje kompozycje autorom, którzy na nich wypływali. Podobnie jest z przyjacielem pary, który okazuje się być Christopherem Marlow. Miał on nie tylko inspirować i wpływać na Shakespeare’a, ale dosłownie pisać mu sztuki. Zastanawiam się też, czy celowo ze wszystkich ciekawych postaci literackich Jarmusch nie wybrał Marlowe, ze względu na brzmienie jego nazwiska. Od razu przyszedł mi do głowy archetypiczny wampir Barlow z „Miasteczka Salem” Kinga. Przypadek? No dobra, może.

Jest też oczywiście krew, ale w zupełnie innej odsłonie. Jest czysta, sterylna, pozyskiwana ze szpitalnego banku. To podejście nie jest co prawda zupełnie nowe, ale dopiero w tym filmie kazało mi się zastanowić, czy „klasyczny” sposób zdobywania krwi jest dla wampirów w ogóle przyjemny. Nie chodzi mi o dylematy moralne, a po prostu wysysanie żywego zwierzaka. To kłopotliwe, niehigieniczne i po prostu trochę obleśne i właściwie kłóci się z wizerunkiem wiekowej, ułożonej, wysublimowanej istoty.

A Adam i Eva właśnie tacy są. Dzięki zgłębianiu przez stulecia swoich pasji, dojrzeli jako myśliciele. O swoich fascynacjach mówią opowiadając bajki. Ona z zapartym tchem o diamentowym sercu białego karła, on o teorii splątania.

„Tylko kochankowie przeżyją” czaruje muzyką i światłem. Sztuczne oświetlenie w samolocie czy światła na przedmieściach Detroit przypominają o tym, że Adam i Eva to nocne stworzenia. Opuszczone miasto jest również fantastyczną metaforą przemijania. Tam, gdzie cywilizacja ustępuje, ziemię ponownie zawłaszcza natura. Eva z czułością wymienia łacińskie nazwy roślin, grzybów i zwierząt i przypomina, że ziemia ta jest bogata w wodę – będzie cenna, gdy wyschną pozostałe miasta.

Film nie bez powodu trzyma cały czas w napięciu. To leniwe preludium przed końcową sceną, która obnaża prawdziwa istotę rzeczy. Wampiry, podobnie jak ludzie, przyparte do muru zamieniają się w zwierzęta.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)
Wieczność w czasach popkultury, 10.0 out of 10 based on 2 ratings
  • Grzes

    Ładnie napisane, ale lepiej samemu obejżec.

    • http://popfiction.pl/ Ola Gołąb

      Jak zawsze z filmami 😉