„The Last of Us” – najlepsza gra ever

2
25 października 2013 o 12:15  •  Gry  •   •  2 odpowiedzi

The Last of Us jest powodem, dla którego w moim mieszkaniu pojawiło się PS3. Ze spokojem mogę powiedzieć, że to był bardzo dobry wydatek.

Produkcji o zombie jest teraz cała masa. Od czasów „Walking Dead” fale gnijących szczątków zalewają nas ze wszystkich stron – z kinowych ekranów, z empikowych półek, z konsol. Zawsze byłam wielką fanką zombie, ale trzeba przyznać, że powoli zaczęło w tym temacie wiać nudą.

Może właśnie dlatego, nie stałam w kolejce po grę w dniu jej premiery i do zakupu przekonał mnie dopiero wysyp pozytywnych recenzji.

Większość akcji toczy się 20 lat po zombie apokalipsie (choć dla ścisłości – zainfekowani w grze to wcale nie zombie). Bohaterami gry są: Joel, małomówny przemytnik broni, oraz nastoletnia sierota, Ellie. Fabuła splata ze sobą te dwie postaci i sprawia, że wyruszają w podróż, w której walczą z zainfekowanymi oraz pozbawionymi człowieczeństwa ludźmi.

Pierwszą rzeczą, która uderza w grze, jest fantastyczne światło. To po prostu trzeba zobaczyć. Mieniąca się tafla wody, lekko połyskująca krew, światło sączące się przez potrzaskane szyby. Wszystko jest oddane z wielką dokładnością, co ogromnie podnosi realizm gry. W połączeniu z muzyką skomponowaną przez Gustavo Santaolalla, dostajemy to, co nazywamy świetlnym klimatem.

Realizm przejawia się również w sferze walki. W TLOU nie ma niekończących się magazynków, a gdy bohater dostanie dwa razy mocniej w głowę, pada na miejscu. Sposób przedstawienia obrażeń jest po prostu perfekcyjny. Tu naprawdę ma znaczenie, czy strzelisz w rękę czy w brzuch. To po prostu widać na leżących na podłodze zwłokach. I to jest świetne.

Bardzo podobał mi się sam pomysł wizji infekcji, która rozprzestrzenia się w nakreślonym świecie. Jest nieco inna niż standardowa „zaraza”, która pojawi a się w tego typu apokaliptycznych produkcjach, ale to musicie zobaczyć już sami.

W TLOU ma jednak również kilka minusów. Mankamentem są mało zróżnicowani wizualnie przeciwnicy. Mogłoby się wydawać, że przy grze tak dopracowanej graficznie, producenci mogli pokusić się na coś więcej, niż zalewanie nas armią klonów.

Skrajna liniowość sprawia, że gra jest jak interaktywny film – dostajemy kompletną opowieść, a od czasu do czasu musimy po prostu wycelować i strzelić. To bardzo denerwujące w momentach, w których masz wrażenie, że nie do końca zgadzasz się z moralnymi wyborami bohatera i chciałbyś pokierować fabułę zupełnie innym torem.

Z drugiej strony pozwala się to skupić na historii bohaterów, która z początku rozwija się bardzo powoli, ale z czasem nabiera coraz więcej głębi, co sprawia, że po prostu się do nich przywiązujemy.

Żadna gra do tej pory nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak The Last of Us (no może nie licząc Heroes III, do którego wracam raz na pół roku i tłukę go przez tydzień). Po skończeniu rozgrywki miałam wrażenie jakbym odłożyła bardzo dobrą książkę. Zawsze w takich przypadkach czuję pewien niedosyt i po prostu chciałabym wiedzieć, co dalej dzieje się z głównymi bohaterami.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
"The Last of Us" - najlepsza gra ever, 10.0 out of 10 based on 1 rating
  • Emodo

    Jak się gra podobała to polecam koniecznie inne produkcje tej samej firmy, szczególnie Uncharted. Podobne poczucie gry.

    • http://popfiction.pl/ Ola Gołąb

      Uncharted właśnie w toku. Na razie wygląda super.