Sztuka, której nie rozumiem

0
24 lutego 2014 o 23:39  •  Styl i design  •   •  0 odpowiedzi

Wczoraj na jednej z zagranicznych stron natknęłam się na rzeźbę, która wyglądała jak namiot zrobiony z taniej garmażerki ze sklepu osiedlowego. To aż prosiło się o komentarz „co autor miał na myśli”.

Zazwyczaj w takich wypadkach sam zainteresowany ma przygotowaną wyczerpującą odpowiedź: że wcale nie chodziło o tanie szokowanie, że w grę wchodzi walka o tolerancję, prawo do własnego ciała albo krytykę konsumpcyjnego trybu życia. Codziennie trafiam na tego typu kwiatki, które automatycznie trafiają do szuflady „sztuka, której nie rozumiem”. Bo zwykle ani nie jest to świeże, ani ładne, ani nie niesie oryginalnego przesłania. Ten worek jest już nabrzmiały jak żołądek Sarlacca i można w nim znaleźć prawdziwy ferment. Czas go nieco oczyścić.

andrea hasler

Rzeźba autorstwa Andrei Hasler

Artystyczna czkawka

Do tej pory pamiętam, kiedy do polskiej edycji „X Factor” przyszedł zbłąkany nastolatek i powiedział, że zaprezentuje „bekanie, odbijanie”. O dziwo, TVN postanowił go wyemitować w tzw. „paśmie freaków”. Millie Brown postanowiła pociągnąć motyw gastryczny nieco dalej. Jej show jest na tyle ekstrawaganckie, że żadna stacja raczej nie odważyłaby na jego pokazanie w sobotni wieczór. Millie tworzy obrazy… swoimi wymiotami. Artystka głodzi się, aby dokładnie oczyścić żołądek, „płucze go”, a następnie wypija mleko z dodatkiem barwników spożywczych. Wszystko przy akompaniamencie muzyki klasycznej. Resztę możecie sobie łatwo wyobrazić (w przypadku trudności – wideo poniżej).

Może rzeczywiście byłoby to szokujące i stanowiło jakąś większą wartość, gdyby nie fakt, że akcjoniści wiedeńscy robili podobne rzeczy już pół wieku temu. Na dodatek w mniej pastelowo-cukierkowej odsłonie. W 1968 roku Brus, Mühl i Oswald Wiener zrobili publicznie z ludzkim ciałem wszystko, co możesz sobie wyobrazić (chyba, że oglądasz dużo japońskich filmów). Przy nich Millie Brown prezentuje się jak radosny jelonek Bambi.

Najdroższy tampon w Polsce

Przenosząc się na domowe podwórko – niedawno rozstrzygnięto konkurs Amberif Design Award 2014, w którym nagrody fundował Prezydent Miasta Gdańska. Zadaniem artystów było stworzenie unikatowej ozdoby z bursztynu. Jednymi z laureatów zostali Nina Kupniewska i Dario Dalessandro, którzy za wisiorek w kształcie tamponu zgarnęli 10 tys. złotych.

bursztyn

Praca Niny Kupniewskiej i Dario Dalessandro

W uzasadnieniu werdyktu znalazł się fragment: „Prowokuje do dyskusji o naszej postawie wobec miesiączkowania. W przeszłości uważano to za temat, o którym się nie mówi, coś wstydliwego, wręcz brudnego, pomimo że jest to zjawisko naturalne i zdrowe, wręcz podstawowe dla życia ludzkiego. Bursztyn, ukryty w ziemi przez wieki, również kojarzy się z czasem i tajemniczością procesów natury. (…) Ukazanie tamponu za pomocą tak pięknego materiału może symbolizować pozytywne zmiany dotychczasowej postawy”.

Zastanawiam się tylko, czy miesiączkowanie jest jeszcze w cywilizowanych krajach tematem tabu. Wokół seksualności powstało już tyle dosadnych i otwierających oczy dzieł, że bursztynowy tampon prezentuje się przy nich nieco komicznie. Warto spojrzeć tutaj na „The Great Wall of Vagina” autorstwa Jamiego McCartney’a. Artysta przez pięć lat zbierał odlewy intymnych części kobiecego ciała. Ta kontrowersyjna wystawa otwiera oczy na to, jak bardzo nasz ideał piękna wypaczony jest przez model lansowany w erotyce i pornografii.

2 (1)

„The Great Wall of Vagina”, Jamie McCartney

Przepis na darmową liposukcję

Na koniec prawdziwa perełka. Po odkryciu, że mydło „Biały jeleń” zawiera tłuszcz zwierzęcy, w moim biurze rozgorzała dyskusja na temat tego, czy to może w rzeczywistości sadło niewinnych jelonków. W przypadku tego produktu nie ma żadnych wątpliwości, jakie jest źródło substratów. Orestes de la Paz postanowił stworzyć mydło z tłuszczu, który upuszczono mu w czasie liposukcji. Starczyło na 20 kostek – każda z 25-procentową zawartością cennej substancji, do nabycia za jedyne 1000 dolarów. Orestes podkreśla, że w pracy chodziło mu o ukazanie relacji między uprzedmiotowieniem ludzkiego ciała, postępującym konsumpcjonizmem i faktem, że ludzie są w stanie zapłacić za wszystko, jeżeli tylko wciśnie im się, że to super-produkt, który ich odmłodzi.

human-fat-soap

Mydło  zOrestesa de la Paz

Dlaczego mnie to nie rusza? Po „Fight Club” kwestią czasu było, kiedy ktoś rzeczywiście to zrobi. No i 20 kostek po patyku za sztukę daje budżet na kolejną liposukcję.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.5/10 (2 votes cast)
Sztuka, której nie rozumiem, 9.5 out of 10 based on 2 ratings