„Sezon burz” – wykwintne danie czy zupa z resztek?

2
3 grudnia 2013 o 16:57  •  Książka  •   •  2 odpowiedzi

Wiedźmin to jedno z moich wielkich odkryć młodości. Był zjawiskiem pokoleniowym i jak większość ówczesnych nastolatków zachłysnęłam się potworami, bitwami, dworskimi intrygami, ale przede wszystkim frywolnością Sapkowskiego – rubasznymi żartami i pikantnymi scenami na sianie. To swojego rodzaju soft porno dla nastolatków w ciekawej scenerii, połączone z humorem Terrence’a i Philipa z „South Park” – murowany scenariusz na bestseller.

Kiedy Sapkowski zakończył serię, nie mogłam się nadziwić, że uciął głowę tak nośnej historii. Byłam strasznie zawiedziona, że to już koniec jednej z moich ulubionych cykli.

A tu nagle grom z jasnego nieba – jest kolejna odsłona przygód Geralta. Pognałam do księgarni, a po przyjściu do domu usiadłam wygodnie w fotelu i zabrałam się do podróży sentymentalnej, którą skończyłam… dwa tygodnie później. Ten fakt świadczy chyba sam za siebie. Dziś jestem wkurzona tym, że Sapkowski po latach postanowił w ogóle kontynuować wątek i tym samym zepsuł zamkniętą, spójną całość.

Akcja „Sezonu burz” osadzona jest tuż przed zdarzeniami z opowiadania „Wiedźmin”. W historii oprócz Geralta ze znanych wcześniej bohaterów bierze udział Jaskier, a epizodycznie pojawia się też Yennefer. W książce jest kilka niezależnych wątków. Przede wszystkim Geraltowi giną jego śmiercionośne wiedźmińskie miecze. Biały wilk dostaje również nietypowe zlecenie od czarodziejów. Oprócz tego zwyczajowo już zostaje mimo własnej woli wplątany w polityczną intrygę, a jako że Sapkowski jest starym zbereźnikiem, pojawia się oczywiście płomienny romans.

Jest tego całkiem sporo jak na 404 strony. Trudno oprzeć się wrażeniu, że autor miał kilka przypadkowych pomysłów, ale nie mógł sie zdecydować, z czego zrobić wątek główny, więc nawarzył zupy ze wszystkich resztek, które miał w lodówce. To mój największy zarzut – w fabule brakuje ciekawego motywu przewodniego, który spinałby ją w całość i sprawiał, że nie mogę się doczekać, żeby dowiedzieć się, jak to się skończy. W efekcie książkę czytałam głównie dla zabicia czasu w tramwaju do pracy.

Razi mnie też to, co kiedyś sprawiało, że seria budziła we mnie takie emocje. Albo ja jestem za stara na czytanie barwnych opisów, jak ktoś tapla się w gnojówce, albo Sapkowski po prostu przesadził, bo mam wrażenie, że żartów z „obrzyganych” arrasów, przedziałków wyglądających jak „miniaturowa dupa” czy kobiet na diecie grochówkowej jest porażająco dużo. Można by pomyśleć, że autor ma jakiś gastralny fetysz albo nie przychodzi mu żaden lepszy pomysł na sprzedanie książki niż tani słowny wulgaryzm. A przecież można było zamiast tego dać cycki na okładce.

Mam też wrażenie, że sam wiedźmin jest nieco inny. Bardziej gadatliwy, bardziej skłonny do romansów. Z chłodnego zabijaki, który zawsze stara się przede wszystkim w nic „nie mieszać”, staje się dworskim bawidamkiem. To trochę tak, jakby doktor House nagle zapisał się na lekcje szydełkowania. Jest jakiś zgrzyt.

To wszystko tylko utwierdza powtarzaną od lat opinię, że Sapkowski ma gdzieś fanów, a pisze wyłącznie dla kasy. Prawda jest taka, że jadąc na popularności wiedźmina mógłby nam sprzedać nawet książkę kucharską, a i tak byśmy za nią zapłacili. Pytanie tylko, jak długo można uprawiać wciskanie kitu czytelnikom. Najpierw fatalna „Żmija”, a teraz to. Za trzecim razem może się nie udać.

Może jestem zbyt surowa. Gdybym sięgnęła po tę książkę nie znając wcześniejszej sagi, pewnie nie byłabym tak zawiedziona – w tym roku czytałam już o wiele gorsze rzeczy i tak nie marudziłam. Ale to żadne usprawiedliwienie. Problem polega na tym, że po Sapkowskim spodziewałam się dużo więcej, bo poprzednimi pozycjami bardzo wysoko poniósł sobie poprzeczkę. Teraz co najwyżej trąca tę poprzeczkę kijem od miotły.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 9.5/10 (4 votes cast)
"Sezon burz" - wykwintne danie czy zupa z resztek?, 9.5 out of 10 based on 4 ratings
  • Joanna Sawicka-Kucharska

    Hmm, ja przeczytałam, ze sporą przyjemnością w dwa dni 😉 strasznie miło było mi spotkać dawno nie czytanych bohaterów i poczuć się jak nastolatka 😉 ten mega sentyment napewno pomógł mi patrzeć przez palce na rozmaite fabularne niedociągnięcia, które jasne, że były. Ale nawet pomijając niedociągnięcia uważam, że nie jest to zła lektura – jest klimat, sporo nie tylko gastrycznego humoru, wciągające (mnie ;-)) historie, przyjemna, gawedziarska narracja.. Na tyle fajne było mi wrócić do tego klimatu, że aż czytam sobie teraz ponownie Sagę 😉 i jasne, że inaczej się ją czyta dzisiaj, niż te 10 lat temu, ale nadal jest to dla mnie wielce miły pomysł na jesienno- zimowe wieczory 😉 jak dla mnie więc, p. Sapkowskiemu mogą się pieniądze kończyć częściej, chętnie go znów wspomoge 😛

    • http://popfiction.pl/ Ola Gołąb

      Można by było zorganizować Sapkowskiemu jakiś fanowski fundusz zapomogowy. Może jakby nie pisał pod presją braku kasy, to byłoby to bardziej dopracowane 😉