Jaka piękna apokalipsa

1
19 maja 2015 o 20:29  •  Film  •   •  1 odpowiedź

„Mad Max: Na drodze gniewu” wcisnął mnie w fotel i narzucił takie tempo, że przez dwie godziny nie mogłam oderwać oczu od ekranu. Jeżeli dodatkowo zastanawiacie się, czy wybrać się na seans 4DX – nie mogę sobie wyobrazić lepszego filmu.

Nowa odsłona serii George’a Millera opowiada o zderzeniu Maxa z mieszkańcami Cytadeli rządzonej przez Immortana Joego. W tym potępionym miejscu wyznaje się kult ropy, blachy i niezdrową fascynację ludzkimi płynami fizjologicznymi. Szybko okazuje się, że Max ma posłużyć za przenośny worek z krwią zasilający osłabionych mutacjami trepów. Czas uciekać, a nadarza się idealna okazja, bo w tym samym momencie na podobny pomysł wpada Imperatorka Furiosa – naoliwiona bioniczna księżniczka, czyli Charlize Theron.

To tyle w kwestii fabuły, bo nie ona gra tu główne skrzypce. To co naprawdę liczy się w „Fury road”, to ogień, zgrzyt metalu i szaleńcze tempo. Film ma upchaną zawrotną ilość ujęć na minutę, dzięki czemu trudno oderwać od niego wzrok. Dodatkowo, większość efektów jest stworzona tradycyjnymi, analogowymi metodami, co nadaje mu charakterystyczny sznyt filmów z lat 90. Oglądając go, czułam się jak dziecko. Do głowy oprócz oczywistego skojarzenia z trzecią częścią serii Millera przychodzą takie cuda jak „Wodny świat” czy, nawet sięgając nieco wcześniej, „Diuna”. To pomnik dla „romantycznego” kina sensacyjnego, w którym nie wszystko ma sens, ale nie ma to najmniejszego znaczenia, bo to po prostu kawał dobrej zabawy.

Oprócz warstwy wizualnej, w „Mad Maxie” przekonujące są również postacie. Główni bohaterowie nie cuchną patosem, są po prostu sprawnymi rzemieślnikami, a ich fach polega na utrzymaniu się przy życiu – zazwyczaj kosztem innych. Drugi plan też jest bardzo przekonujący, bo wspierają go fanatyczne wierzenia i rytuały, które tworzą pokręcone, straszne i fascynujące społeczeństwo.

„Mad Max: Na drodze gniewu” był drugim filmem, który widziałam w technologii 4DX i muszę przyznać, że jestem zaskoczona tym, jak dobrze może współgrać z fabułą. Przy „Jupiter: Intronizaja” efekty wydawały się wciśnięte na siłę i raczej rozpraszały niż dodawały coś ciekawego. Zdecydowana większość „Mad Maxa” to szaleńczy pościg przez pustynię, więc ruchome fotele i wiatr doskonale się tu sprawdzają. Po wyjściu z kina wyglądałam jak czupiradło. Pryskanie wodą po twarzy wciąż jest dla mnie nieprzyjemnym zaskoczeniem, ale też zostało lepiej wkomponowane niż w „Jupiterze”.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (1 vote cast)
Jaka piękna apokalipsa, 10.0 out of 10 based on 1 rating
  • oxi

    Podpisuje się pod recenzją – zdecydowanie jeden z lepszych filmów tego roku