He took off his skin for me

0
14 lutego 2016 o 12:40  •  Film, Top, Wszystkie wpisy  •   •  0 odpowiedzi

Ile jesteś w stanie z siebie dać, żeby druga osoba była zadowolona? Zmienisz fryzurę, znajdziesz inną pracę, przestaniesz spotykać się ze swoimi przyjaciółmi? To prawie nigdy się nie sprawdza.

„He took his skin off me” został nakręcony na bazie krótkiego opowiadania. Maria Hummer robiła sobie przerwę w pracy nad powieścią i napisała dwa zdania, które kompletnie ją przeraziły. Reszta historii powstała w jedno popołudnie i od razu trafiła w ręce jej przyjaciela i reżysera, Bena Astona. Ben również się wystraszył – prawdopodobnie także dlatego, że opowiadanie wskazywało że Maria jest mocno stuknięta – i postanowił zrobić wszystko, żeby zekranizować jej fascynujący pomysł. Pieniądze potrzebne na realizację projektu zebrał na Kickstarterze, a film nakręcił w swoim studenckim mieszkaniu.

Efekt, który uzyskał Aston, jest piorunujący. Właściwie nigdy nie widziałam czegoś podobnego. Wszystko dzięki temu, że w filmie nie ma ani grama CGI – jest w całości robiony starą szkołą. Sebastian Armesto spędzał codziennie godziny na planie cierpliwie znosząc doklejanie sylikonowych mięśni na ogoloną czaszkę. Dzięki temu jest wyjątkowo soczysty – zupełnie jak mięso, które Ona przygotowuje na kolację. Scena seksu też wygląda jak miłość z wielkim stekiem.

Dobrym rozwiązaniem był sposób poprowadzenia narracji. Zrezygnowano z oryginalnych dialogów na rzecz opowieści prowadzonej z Jej głowy. Dzięki temu pojawia się ciekawa intymność i uniknięto tego, czego strasznie bał się Aston – kuriozalnego efektu gadającego faceta bez skóry.

Zupełnie odrębną i ciekawą rzeczą jest fakt, jak czas zagrał w filmowej adaptacji. Zwykle przy interpretacji opowiadania, trzeba wywalić sporo materiału, żeby nie zrobił mu się z tego długaśny film pełnometrażowy. Tutaj stało się odwrotnie – przeczytanie oryginalnej historii zajęło autorce około czterech minut, a film rozciągnięto do jedenastu minut. Ale jak już masz gotowego faceta bez skóry na planie, trochę szkoda nie wykorzystać go do maksimum – on wygląda tak dobrze, że w perwersyjny sposób chce się na niego patrzeć.

Jeżeli coś robi na mnie duże wrażenie, mam tendencję do maglowania tematu na wszystkie sposoby. Ben Aston przyznał się w jednym z wywiadów, że czuje dokładnie tak samo. Po przeczytaniu opowiadania Marii Hummer, po nocach śnili mu się ludzie bez skóry. Po prostu musiał zekranizować tę historię, żeby wrócić do normalnego życia. Ja ostatnio miałam koszmary po „It Follows” i teraz jestem chodząca encyklopedią na temat tego filmu. Jeżeli też chcecie wyrzucić to mięso z głowy, poniżej znajdziecie making of.

Lubię historie, w których dzieją się kompletnie absurdalne rzeczy, a bohaterowie przechodzą nad tym do porządku dziennego. Jeżeli jeszcze nie widzieliście ‚Córek dancingu”, koniecznie obejrzyjcie.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 0.0/10 (0 votes cast)