„Grawitacja”, czyli science fiction, które nie jest science fiction

3
24 października 2013 o 03:30  •  Film  •   •  3 odpowiedzi

„Grawitacja” to ziszczenie jednego z moich największych lęków – strachu przed nieskończonością. Długo zastanawiałam się, czy w ogóle zobaczyć ten film. Nie chciałam siedzieć w kinie z ręką na twarzy. Po obejrzeniu nowej produkcji Cuarona stwierdzam: nie było strasznie, było pięknie.

„Grawitacja” opowiada historię dwóch kosmonautów, którzy w wyniku zderzenia ze szczątkami rosyjskiego satelity zostają pozbawieni wahadłowca i znajdują się sami w przestrzeni. Za wszelką cenę próbują znaleźć sposób, by ocalić życie i wykazują się przy tym nie lada pomysłowością.

W filmie mamy jednak jeszcze jednego bohatera i jest to właściwie rola pierwszoplanowa. To sam kosmos. Nie widziałam wcześniej filmu, który oddawałby przestrzeń kosmiczną w tak realistyczny sposób. Zdjęcia są po prostu niesamowite i przy całej technologii, którą dysponuje obecna kinematografia, na seansie nie mogłam przestać zastanawiać się „jak oni to zrobili”.

Dwie sceny zasługują na szczególna uwagę. To rozpoczęcie, w którym w jednym ujęciu niemal przez 17 minut widzimy astronautów naprawiających teleskop Hubble’a. Druga to pożar na ISS. Płomienie w G0 wyglądają po prostu świetnie.

Niestety, nie obyło się bez pewnego rodzaju niedociągnięć. O tyle, o ile postać grana przez George’a Clooneya jest solidnie zbudowana i wyrazista, o tyle bohaterka Sandry Bullock zostaje daleko w tyle. Brakuje jej spójności, a kwestie, które zaplanował dla niej scenarzysta, są momentami mocno patetyczne.

Pomimo tego film się bardzo dobrze broni. Od tego typu historii oczekuję przede wszystkim widowiskowości i „Grawitacja” w pełni mnie pod tym względem zaspokoiła.

W opisie „Grawitacji” jedna rzecz zwróciła moją uwagę. Na większości portali film figuruje jako „Dramat, Science fiction”. Problem polega na tym, że ten film nie ma nic wspólnego z s-f. Gatunek ten zawsze oscyluje wokół nowych technologii i zdobyczy nauki, których aktualnie nie mamy. Tymczasem w filmie nie ma żadnych technologii, którymi byśmy obecnie nie dysponowali.

Pojawia się co prawda statek „Explorer”, który w rzeczywistości nie istnieje, ale promy tego typu brały udział w misjach kosmicznych do 2011 roku, więc można go uznać wręcz za przeżytek.
Jedynym elementem filmu, który daje nam znać, że akcja nie dzieje się w czasie rzeczywistym, jest chińska stacja Tiangong, której wyniesienie na orbitę jest planowane dopiero na rok 2020. Nie stanowi to jednak o tym, że to „Grawitacja” to film s-f, a jedynie film futurystyczny. Chińczycy od dawna pracują nad swoją stacją, w kosmosie jest już moduł Tiangong 1, a całą wiedzę potrzebną do zbudowania orbitalnego laboratorium ludzkość posiada od czasu ISS. Trzeba chyba uznać, że „Grawitacja” jest klasyfikowana jako film science fiction z braku lepszej kategorii.

Podsumowując, film jest bardzo udany i polecam jego obejrzenie w kinie. Nie upieram się na 3D – efektów przestrzennych nie ma aż tak wiele, ale z pewnością warto go zobaczyć na dużym ekranie.

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.0/10 (1 vote cast)
„Grawitacja”, czyli science fiction, które nie jest science fiction, 8.0 out of 10 based on 1 rating
  • Kolo

    Apeirophobia !

  • Kolo

    Astronautow. Kosmanauci to startują z Rosji :)

  • Mark

    Kosmonauci, młodzieży nie gubcie tak ważnych literek. Krzewcie piękną polszczyznę.