„Gra Endera” – największe zaskoczenie roku

0
8 listopada 2013 o 18:41  •  Film  •   •  0 odpowiedzi

Ta historia to jedna z moich ulubionych książek i długo czekałam na jej ekranizację. Zakładałam, że to może pójść w dwie strony: albo totalny gniot, albo fantastyczny film. To co zobaczyłam zupełnie mnie jednak zaskoczyło.

Na starcie trzeba powiedzieć jasno, pod względem wizualnym film stoi na bardzo wysokim poziomie. Dzięki umiejętnie prowadzonej kamerze, sceny w sali ćwiczeń z 0G wyglądają autentycznie, niczym wyjęte z doskonałej pod tym względem „Grawitacji”. Bitwy między ludźmi a formidami są efektowne i sprawiają, że dokładnie wiemy, skąd porównanie obcej cywilizacji do owadów – słowo „rój” aż samo ciśnie się na usta.

Również ekipa od kostiumów sprostała swojemu zadaniu – skafandry kadetów są po prostu świetne. Dokładnie tak wyobrażam sobie futurystyczny kombinezon: ma wszystkie potrzebne bajery, fajne kolory, a jednocześnie (w odróżnieniu od strojów obecnych astronautów) jest po prostu minimalistyczny i seksowny.

Większość postaci drugoplanowych jest solidnie i wiarygodnie zbudowana. Wiem, że wszyscy wieszają psy na Harrisonie Fordzie za rolę Graffa, ale w mojej opinii to raczej czepialstwo. Dla mnie o wiele mniej autentycznie wypadła Petra, która wydawał się mieć lekką schizofrenię – do tej pory nie wiem, czy miała być twardym kadetem ze szkoły bojowej, czy rozmaśloną nastolatką.

W odróżnieniu od niej, Ender to postać przekonywująca. Gdy Asa Butterfield płacze, może nie wygląda to jak scena Anne Hathaway z „Nędzników”, ale i tak mam ochotę go przytulić. (Btw, płaczących scen jest całkiem sporo.  Już słyszę jak Screen Junkies robią Honest Trailer o „Grze Endera”: „Epic story about saving human race totally express in crying scenes”).

Mogłoby się wydawać, że każdy nastolatek, który chce zobaczyć fajne science-ficion powinien być zadowolony. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu, że to film przede wszystkim dla fanów Carda.

Niestety w „Grze Endera” wszystko dzieje się w zastraszającym tempie. To w zasadzie jej największy minus. Mamy jakiegoś dzieciaka, który w jednej chwili jest zaledwie kandydatem do szkoły bojowej, a już kilka minut później rozpoczyna w niej nieprzerwane pasmo sukcesów. Dla kogoś, kto nie zna tej fabuły, musi to wyglądać po prostu nieautentycznie – trochę jak historia z amerykańskiego „high schoolu”, gdzie niedorajda znajduje przyjaciół, wygrywa konkurs matematyczny, a na dodatek pokonuje szkolnego osiłka. Pomimo tego, że film trwa niemal dwie godziny, w zasadzie wszyscy moi znajomi są jednogłośni – przydałoby się jeszcze dodatkowe pół.

I to dodatkowe pół godziny wcale nie jest dla fanboyów marudzących na to, że coś tam wycięli z książki. To właśnie czas potrzebny na złagodzenie ostrości fabuły, która w filmie pędzi w nieznanym kierunku – właściwie nie wiadomo, czemu Ender taki wyjątkowy i dlaczego mu tak dobrze idzie. Z filmu w ogóle nie wynika, czym tak różni się od swoich kolegów i dlaczego trzeba było czekać na niego kilkadziesiąt lat.

Z drugiej strony zamiast dodawać sceny, alternatywnym rozwiązaniem było zrezygnowanie z jakiegoś mniej znaczącego fragmentu fabuły. „Gra Endera” to książka głównie psychologiczna. Zobrazowanie jej w taki sposób żeby było zrozumiale, widowiskowo i jeszcze się sprzedawało jest dosyć trudne, aby nie powiedzieć niemożliwe. W filmie pojawia się wątek rodzeństwa Endera, który jest tak pobieżnie liźnięty, że można się go było pozbyć całkowicie, bez strat dla frajdy z oglądania.

Dlaczego „Gra Endera” to dla mnie tak wielkie zaskoczenie? Bo nie było ani epicko, ani beznadziejnie. Ten film jest czymś, czego w ogóle sie nie spodziewałam – to arcydzieło przeciętności. Określenia, które przychodzą mi do głowy są następujące i banalne: fajny, niezły, dobry, ale nie urywa głowy.

Reżyser zdołał mnie zaciekawić na tyle, żeby przez dwie godziny się nie nudzić. Nie wystarczyło to jednak na to, abym miała kiedykolwiek ochotę do „Gry Endera” wrócić. Film jest zaskakująco mało epicki jak na historię, którą opowiada. Wielka szkoda, bo cała seria ma niesamowity potencjał, który aż prosił się o coś więcej, niż kolejną historię o niezwykłym chłopcu, który w pojedynkę ratuje świat.  

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 7.7/10 (3 votes cast)
"Gra Endera" – największe zaskoczenie roku, 7.7 out of 10 based on 3 ratings