Dlaczego musiałam przespać się z „Wilkiem z Wall Street”?

2
9 stycznia 2014 o 13:26  •  Film  •   •  2 odpowiedzi

Dawno nie czekałam na coś tak bardzo, jak na „Wilka z Wall Street”. Przyznaję, dałam się porwać ogólnemu zachwytowi blogosfery i hasłom w stylu „film roku”, wygłaszanym śmiało w pierwszym tygodniu stycznia. Fakt, że przez dwa dni w Krakowie nie można było dostać biletów do żadnego (sic!) kina,  tylko zaostrzył mój apetyt. Ostatni raz widziałam podobne obłożenie przy okazji „Avatara”. Gdy w końcu udało mi się zarezerwować seans w podrzędnym, ciasnym i dusznym kinie, byłam dumna jak Joey Tribbiani z najlepszych biletów na Super Bowl.

Niestety, po wyjściu z seansu nie miałam nic pozytywnego do powiedzenia. Postanowiłam dać sobie trochę czasu i nie pisać od razu, że film jest zły – przecież  ogólny zachwyt musi się skądś brać. Może  po prostu omijam coś ważnego? Przespałam się z tematem dwa dni i nie spłynęło na mnie żadne olśnienie.

Trzeba powiedzieć jasno – Scorsese się nie patyczkuje. Od razu wrzuca nas w wir wydarzeń i film otwiera jedną z imprez giełdowych wyjadaczy, która wydaje się być snem Charliego Sheena – tabuny prostytutek i bałwany z kokainy. Scena, w której jedna z pracownic wśród rozpocznynającej się orgii daje ogolić sobie głowę za 10 tys. dolarów, daje do zrozumienia, że dla tych ludzi największym fetyszem są pieniądze. I tak reżyser bombarduje przez kolejne dwie godziny, by nieco zwolnic tempa pod koniec. Rzeczywiście, przez trzydzieści minut  wydaje się to nawet zabawne, ale później zaczyna zwyczajnie męczyć, bo zagłusza to, co w tej historii najciekawsze – ewolucję bohatera.

Nie oszukujmy się – prawdziwy Jordan Belfort to prostak ze znamionami geniuszu. Wystarczy obejrzeć jego stronę internetową, żeby się o tym upewnić (http://jordanbelfort.com). W momencie, gdy trafia na Wall Street, nie ma wiele więcej oleju w głowie niż osoby, które potem naciągnął. Fakt, że ktoś taki był w stanie dorobić się grubych milionów, jest rzeczywiście fantastycznym scenariuszem na film. Ale w „Wilku” jego metamorfoza jest błyskawiczna i przedstawiona bardzo pobieżnie. Pierwszego dnia pracy Jordan słyszy, że musi ćpać, żeby odnieść sukces i w pięć minut z ambitnego młodego mężczyzny kochającego żonę, zamienia się w bezwzględnego mistrza marketingu zaspokajające swoje wszystkie hedonistyczne zachcianki. Nie pomaga fakt, że dialogi, chociaż błyskotliwe, niemal w ogóle nie wyjaśniają, co dzieje się wewnątrz bohatera. Mamy prześmieszną sceną, w której zarząd poważnym tonem omawia, co mogą zrobić wynajęte na imprezę karły, ale zero jakiejkolwiek szczerej rozmowy z przyjacielem o tym, co kieruje Jordanem. Szkoda, że twórcy filmu nie postanowili pokazać trochę szerzej tego aspektu. A czas na to był, bo „Wilk” jest pełen niepotrzebnych momentów.

Mam na myśli między innymi scenę, w której widzimy rozbite auto Jordana, a później kamerzysta krok po kroku przeprowadza nas dokładnie przez jego pijacką trasę – tak jakby samo ujęcie roztrzaskanego samochodu nie było wystarczająco wymowne (i o wiele bardziej dowcipne). Podobnie jest z wybuchającym za oknem samolotem, którego Jordan w rzeczywistości nie mógł widzieć, a przecież sama informacja narratora o tym, że doszło do katastrofy wyczerpałaby temat. Scenarzysta przypomina tu geeka, który tłumaczy mało śmieszny żart w nadziei, że nie śmiejesz się bo nie rozumiesz. To zawsze tylko pogarsza sprawę.

Męczył mnie również sposób, w jaki Scorsese zdecydował się wykorzystać motyw bohatera zwracającego się do widza. Zupełnie inaczej niż w „House of Cards”, Jordan nie wyjaśnia swojej intrygi, a wręcz komentuje, że nic nie rozumiesz. Być może Scorsese próbował w ten sposób zaznaczyć, że to co Jordan rzeczywiście robił na giełdzie było szalenie skomplikowane i oprócz bawienia się rzeczywiście czasem „pracował”. Nie jest to jednak wcale oczywiste i efekt końcowy jest koślawy – komentarz bohatera ani nie wnosi wiele do historii, ani nie jest zabawny. Szkoda, bo bardzo lubię takie mrugnięcia okiem do widza, jeśli są dobrze zrealizowane.

Absolutnie nie rozumiem też skąd głosy, że DiCaprio za rolę dostanie Oscara. Wiem, że to świetny aktor i już dawno na niego zasłużył, ale to nie była oscarowa rola. DiCaprio stowrzył o wiele bardziej wiarygodne kreacje w „Aviatorze”, „Krwawym diamencie” czy „Drodze do szczęścia”. Przy odpowiedniej roli stać go na mistrzowski poziom, a sylwetka Jordana Belforta po prostu nie pozwała mu do końca rozwinąć skrzydeł. Jeżeli Akademia rzeczywiście zdecyduje się dać mu nagrodę, to chyba tylko dlatego, że „trochę głupio”, że jej ciągle nie ma, a od dwóch lat zwyciężają kreacje zagubionych alkoholików, więc nawet pasuje do trendu.

Trzeba przyznać, ze pod względem estetycznym film jest dopracowany we wszystkich szczegółach. I zdjęcia, i muzyka, i kostiumy bardzo realistycznie oddają lekko obciachowy klimat lad 90. Scena, w której Nadine drażni się z Jordanem w pokoju dziecięcym, wygląda po prostu jak wyjęta z prestiżowego katalogu. Trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że reżyserowi tak bardzo spodobały się ładne obrazki, które nakręcił Rodrigo Prieto, że postanowił upchać w filmie tyle, ile się da. W efekcie dostaliśmy trzygodzinny katalog Playboya w wersji wideo. Bardzo bym chciała, żeby Hollywood porzuciło trend na kręcenie coraz dłuższych filmów. To naprawdę nie wstyd zmieścić się w dwóch godzinach.

wilk2

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 8.2/10 (5 votes cast)
Dlaczego musiałam przespać się z "Wilkiem z Wall Street"?, 8.2 out of 10 based on 5 ratings
  • Dominika Sierżęga

    Po wyjściu z kina czułam mocny niedosyt -film wydawał mi sie płaski, obdarty ze sfery emocjonalnej – było to o tyle dziwne, że jest to film Scorsese -a kto, jak kto ale on w mistrzowski sposób potrafi manipulować emocjami. Po przespaniu sie z „Wilkiem…” Zaczęłam zastanawiać się czy przypadkiem nie było to zagranie celowe – płaski, pozbawiony głębi film doskonale odzwierciedla płaskich, pozbawionych głębi ludzi?

    • Mark

      Ten film odziera widza z wszystkiego czym widz chciałby zostać obdarowany w trakcie seansu, szczególnie jeśli widz przeczytał książkę Jordana Belforta, która zainspirowała Scorsese do nakręcenia filmu.