„Gra Endera” – dlaczego musisz ją przeczytać przed pójściem do kina

4
27 października 2013 o 18:32  •  Książka  •   •  4 odpowiedzi

Wielkimi krokami zbliża się premiera ekranizacji „Gry Endera”. To ostatni moment, żeby sięgnąć po książkę.

Z „Grą Endera” po raz pierwszy zetknęłam się, gdy miałam 15 lat. Od tej pory regularnie do niej wracam. Spokojnie mogę powiedzieć, że to jedna z moich ulubionych książek.

Co ciekawe, książka znalazła się na oficjalnej liście lektur zalecanych żołnierzom amerykańskiej piechoty morskiej. Tym bardziej ta nagradzana powieść powinna znaleźć się na półce każdego miłośnika science fiction.

Orson Scott Card, twórca uniwersum Endera, to amerykański pisarz I dramaturg. Od kilku lat wykłada również na Uniwersytecie Południowej Wirginii. Prywatnie Card jest wyznawcą Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich, czyli mówiąc prościej – „mormonem”. Jego silna religijność bardzo mocno przejawia się w jego twórczości. Nie jestem wielką fanką samego Carda – niektóre z jego powieści są bardzo ckliwe (szczególnie „Szkatułka”), ale „Gra Endera” to po prostu perła w jego dorobku.

Akcja książki rozgrywa się w świecie, który już dwa razy został najechany przez obcą cywilizację. Robale przypominają nieco „krewetki” z „Dystryktu 9”. Są obdarzone świadomością zbiorową, co daje im w walce wielką przewagę nad ludźmi.

Ludzkość obawiając się, że nie będzie w stanie odeprzeć kolejnego ataku, postanawia podejść do sprawy zupełnie inaczej. Z całej populacji wybierają najinteligentniejsze dzieci i szkolą je od najmłodszych lat na żołnierzy nowej generacji.

Andrew, czyli tytułowy Ender, to jeden z kadetów elitarnej Szkoły Bojowej. Powieść jest zapisem jego doświadczeń: brutalnego szkolenia, pierwszych przyjaźni, lęku przed tym, do czego jest zdolny.

Książka jest mistrzowskim studium rozwoju psychologicznego. Dokładnie widzimy, w jaki sposób Ender jest celowo kształtowany z zewnątrz oraz jak jego własne decyzje zmieniają jego osobowość. „Gra” w tytule to metafora na wielu poziomach – Ender jest nieustannie manipulowany oraz sam manipuluje. Jego dowódcy w imię wyższego dobra, czyli stworzenia żołnierza doskonałego, poddają go coraz większym wyzwaniom moralnym, co stopniowo niszczy go od środka.

Co prawda dojrzałość i samoświadomość chłopca budzi pewien zgrzyt wobec faktu, że w momencie, gdy go poznajemy ma zaledwie sześć lat, jednak wszystko to można usprawiedliwić jego super inteligencją – w końcu jest nadzieją ludzkości na przetrwanie.

Fabuła „Gry Endera” jest prowadzona w bardzo zwinny sposób. W książce w zasadzie nie ma gorszych momentów, co sprawia, że naprawdę trudno się od niej oderwać. Poczucie zagrożenia, niepokój, pewna tajemnica – to wszystko sprawiło, że podczas pierwszego zetknięcia z powieścią po prostu musiałam wiedzieć, co będzie dalej. Książka ma świetne zbudowane postaci i genialną fabułę, która trzyma w napięciu do samego końca, a tam obraca się w sposób, którego nie można przewidzieć. Gorąco ją polecam.

Po obejrzeniu trailera filmu mam niestety wrażenie, że wszystko co w książce najlepsze – cała warstwa psychologiczna – zostało zredukowane do minimum. Wygląda to jak zwykła nawalanka z masą efektów specjalnych. Takie filmy oczywiście też mogą być świetne, ale w przypadku Endera widowiskowość to za mało. 

Mam nadzieję, że się jednak mylę i film nie będzie rozczarowaniem.

BTW: Cykl książek o Enderze ma już osiem części, a w przygotowaniu są kolejne. Niestety, już po pierwszej poziom leci w dół. Podobnie jest w paralelnej serii „Cień Endera”, opowiadającej historię Groszka, jednego z bohaterów „Gry Endera”. Groszek to po prostu kosmiczna postać i w pewnym sensie jest okropnie przerysowana, ale tutaj też polecam przeczytanie pierwszego tomu.

 

VN:F [1.9.22_1171]
Rating: 10.0/10 (2 votes cast)
„Gra Endera” - dlaczego musisz ją przeczytać przed pójściem do kina, 10.0 out of 10 based on 2 ratings
  • Krzysztof

    Nie zgodziłbym się, że „po pierwszej poziom leci w dół”. „Mówca umarłych” to znakomita książka, zupełnie innej klasy niż „Gra Endera”. Dopiero potem poziom leci w dół :-)

    • Paweł

      Ja bym powiedział wręcz że poziom leci do góry przez następne 3 tomy, jednak także i waga rozważań filozowicznych, przez co książek nie czyta się już tak łatwo.

  • Maciek

    Cytat: „Po obejrzeniu trailera filmu mam
    niestety wrażenie, że wszystko co w książce najlepsze – cała warstwa
    psychologiczna – zostało zredukowane do minimum” – koniec cytatu.

    Ale film to nie książka. Mało jest i było filmów lepszych od ich książkowego pierwowzoru. Poczekajmy, zobaczmy i dopiero oceńmy.

    Śmiem twierdzić – podzielając wątpliwości autora artykułu – że to nie będzie świetna EKRANIZACJA (celowo użyłem wielkich liter). Ale może będzie to niezłe OGLĄDADŁO? (dopiszmy to do listy neologizmów, bo nie jest mój).

    • http://popfiction.pl/ Ola Gołąb

      Maćku, podzielam Twoje zdanie. OGLĄDADŁO pewnie rzeczywiście będzie niezłe, jeżeli ktoś książki nie czytał i spodziewa się po prostu fajnego widowiska.

      Jeżeli zaś chodzi o ekranizacje, to rzeczywiście jest mało takich, które lepsze są od pierwowzoru, ale czasem to się udaje. Przykłady tutaj:
      http://popfiction.pl/piec-filmowych-adaptacji-lepszych-od-ksiazki/

      Jeżeli więc film okażę się zły, nie będzie sensu go usprawiedliwiać tym, że to adaptacja, bo to też da się dobrze zrobić.

      Ale tak jak napisałam, mam nadzieję, że się bardzo mylę 😉